sobota, 26 stycznia 2013

#8

Była sobie dziewczyna. Trochę zagubiona. Wszystko było dla niej odwieczną zagadką, na którą nigdy nie mogła znaleźć odpowiedzi. Szukała jej wszędzie. Z każdym kolejnym dniem nabierała coraz więcej siły, by móc odpowiedzieć na zadawane przez jej serce i umysł pytania. Błądziła jeszcze bardziej. Tonęła w morzu swych myśli. Bez koła ratunkowego próbowała dopłynąć do brzegu. Dotykała dna tylko wtedy, gdy oddychała. Łykała słone łzy samotności tylko wtedy, gdy oddychała. To takie oczywiste. Nadeszła jednak chwila, na którą czekało jej wykończone ciało, obolałe serce i umysł, który nadal błądził, ale dopuścił do siebie wiarę z nadzieją, że kiedyś się może uda. Dopłynęła do brzegu. Położyła się na piasku, a morskie fale obmywały jej umysł. Oczyszczały z brudów i przeszłości. Regenerowały ją. Zamknęła oczy i pozwoliła myślom swobodnie wędrować po jej zapchanym umyśle, płucom wdychać świeże powietrze, ciału dotykać mokrego piasku, który był pewnym gruntem pod jej stopami, mającym szczątki przeszłości, których chciała się pozbyć, uszom nasłuchiwać dźwięków samotności. Gwałtownie otworzyła oczy. Rozejrzała się dookoła i dostrzegła pustkę. Pustkę niczym się nie różniącą od tej w jej sercu. Poczuła ukłucie w sercu. Do jej umysłu napływały kolejne złowrogie myśli, których ta drobna dziewczyna nie potrafiła się pozbyć. Po jej policzku spłynęła łza. Potem kolejna. Po kilku minutach siedziała skulona i bała się ruszyć w stronę pozahoryzontalnego szczęścia. Bała się zrobić krok. Bała się samotności. Bała się życia. Wtedy ciepła dłoń delikatnie dotknęła jej ramienia. Uniosła głowę. Ich oczy się spotkały. Widziała w Jego niebieskich oczach ratunek. Widziała bezpieczeństwo. Widziała miłość. Poczuła, że są w niej resztki siły, by móc wstać i pójść w stronę zachodzącego słońca. By móc zacząć od nowa, odwracając kartkę i zaczynając kolejny rozdział w swoim życiu. Rozdział, w którym Jego silne dłonie będą trzymać jej delikatne ciało. Rozdział, w którym Jego oczy będą źródłem szczęścia. Wtedy dotarło do niej, że nadzieja nigdy nie umiera, że danie losowi kolejnej szansy może przynieść oczekiwane rezultaty. Dostrzegła też sens cierpienia. Z każdej wylanej słonej łzy, które obmywały jej policzki z brudów codzienności i pozwalały zmyć maskę, którą nakładała każdego dnia, by ukryć prawdziwą siebie, wyniosła wniosek. Odpowiedziała sobie na pytania, które ją dręczyły od samego początku. Teraz mogła swobodnie iść, szukając pełni szczęścia.

2 komentarze:

  1. Świetnie piszesz.:D Rób to dalej.:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pięknie to napisałaś... Piosenka pasuje do tego posta

    OdpowiedzUsuń

dziękuję ♥

na pewno się odwdzięczę ♥