piątek, 1 lutego 2013

#13


Pięć zmysłów. Pierwszym z nich jestem w stanie ogarnąć rzeczywistość, odbierać jej piękno a zarazem smutne realia, dostrzegać w niej to, czego inni nie potrafią, odbierać miliony obrazów na sekundę. Jest nim wzrok - oczy, w których kryje się głębia, w których tkwi tajemnica. Zagadka nie do rozwiązania. Zwierciadło zranionej duszy. Zwierciadło przeszłości. Dotyk zaś sprawia, że wszystko staje się realne i osiągalne. Urzeczywistnia się. Delikatnie dotykam marzeń, wierzę w ich istnienie. Czuję na sobie muśnięcie nadziei. Wraz z troskliwym dotykiem rodzi się wiara w skryte marzenia, wiara w samą siebie. Trzecim ze zmysłów potrafię usłyszeć cichy głos samotności, odgłosy bezdennej otchłani. Jestem w stanie usłyszeć krzyk duszy, proszący o pomoc. Czwarty ze zmysłów, jakim jest smak, pozwala mi poczuć rzeczywistość, jej smak jak i smak szczęścia, a zarazem łez spływających po policzkach podczas autodestrukcyjnych myśli. Ostatnim ze zmysłów, który uzupełnia tą harmonijną całość odbierania rzeczywistości jest węch. Jedyny zmysł, na którym się zawiodłam. Odbiera on złowrogie zapachy z przeszłości, przywołując tym wspomnienia, ból w sercu, smutek oraz łzy. Unieruchamia mnie. Wyniszcza mnie od środka. Próbuje wyeliminować szczęście, otulające moje serce. Sieje spustoszenie w moim umyśle. Próbuje na nowo narodzić w mojej codzienności ból. Monstrum rozpaczy. Apogeum goryczy. Wiatr delikatnie niesie do mnie zapachy z przeszłości. Docierają do mnie chwile, w których topiłam się w morzu własnych łez. Autodestrukcyjne momenty. Dni bez słońca. Dni, podczas których wszystkie moje zmysły interpretowały rzeczywistość jako agonię. Tracę siły. Sięgam po długopis, kartkę, siadam na łóżku i uwieczniam teraźniejszość. Uwieczniam ulotne chwile. Chwile, które już nie wrócą. Doznania, których wyjątkowości już nie poczuję. Spuszczam wzrok. Nie jestem w stanie po raz kolejny spojrzeć sobie w oczy. Nie jestem w stanie przekroczyć granicy. Dotykam dna. Odbijam się, ale nadal tonę. Gubię ostatnie promyki słońca. Gubię się w bezdusznej otchłani. Miliony wspomnień. Hektolitry przelanych łez. Nie. Nie stanę z boku i nie będę patrzeć na ruiny szczęścia. Ostatkami sił wydobywam z siebie ciszy krzyk. Cisza. Próbuję wzrokiem dostrzec gdzieś pomocną dłoń. Pustka. Zamykam oczy. Opadam. Chwyta mnie Jego dłoń, otula miłością, dodaje sił. Spoglądam w Jego oczy, w których dostrzegam niezwykłą głębię. Czuję Jego zapach, kojący moje zmysły. Wypędzam z serca przeszłość, robię krok do przodu i przekraczam na zawsze granicę.

8 komentarzy:

  1. fajny blog

    obserwuje i zapraszam do mnie

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. :)
    bardzo fajny nagłówek bloga!

    OdpowiedzUsuń
  3. Warto uwieczniać chwilę, choćby po to, żeby potem je wspominać:)
    uwielbiam ten kawałek:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Eldo <3


    Zapraszam do mnie http://myzombielifee.blogspot.com/
    obserwujemy? :)

    OdpowiedzUsuń

dziękuję ♥

na pewno się odwdzięczę ♥